Debata: dostęp w internecie do wyników badań - nie za darmo

2012-01-28 00:00

Dostęp do treści naukowych wymaga kompromisu. Autorzy publikując wyniki swych badań mogą stracić potencjalne zyski, utajnienie zaś publikacji oznacza np. późniejsze wejście na rynek leków - wynika z debaty w warszawskiej siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Zasoby edukacyjne i naukowe coraz częściej są za darmo w internecie - zwracali uwagę uczestnicy debaty, zorganizowanej w czwartek przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne. Podkreślali że powinno tak być, ale droga do tego, aby wszyscy uzyskali dostęp do wszystkiego jest wyboista.

Jak tłumaczył ekonomista, prof. Włodzimierz Szpringer z SGH, problem udostępniania publikacji naukowych w internecie powoduje często konflikt interesów - prawa indywidualnych osób (autorów badań) muszą być ograniczone, aby zyskał ogół. Nieograniczony dostęp do wiedzy, jak podkreślał profesor, daje nowe możliwości kształcenia się, pobudza innowacje w przedsiębiorstwach, więc z perspektywy społeczeństwa jest bardzo korzystny.

Jednak, jeśli wszyscy za darmo mogą zapoznać się z treścią książki lub artykułu, jego autor i wydawca tracą potencjalne zyski ze sprzedaży tej publikacji. "Należy też zwrócić uwagę np. na pewne obawy związane z kradzieżą pomysłów i zagrożeniem plagiatami, zwłaszcza w przypadku udostępniania częściowych czy też będących jeszcze w trakcie opracowywania wyników badań" - powiedział.

Biolog dr Paweł Szczęsny z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN wyjaśnił, że właśnie publikowanie surowych danych budzi największe obawy naukowców. "Dane eksperymentalne wymagają czasu na analizę i wiele zachodnich laboratoriów, które dostaną wcześniej te dane będzie mogło zanalizować je wcześniej niż polskie laboratorium. Różnica w mocach przerobowych jest dość duża" - tłumaczył.

Upubliczniając swoje wyniki badacze mogą stracić więc możliwość udziału w potencjalnych zyskach z ich komercjalizacji. Z drugiej strony, jak podkreślił Szczęsny, czasopismo naukowe "Nature" policzyło, że utajnianie wyników badań do czasu wypracowania ich komercyjnego zastosowania opóźnia wprowadzenie na rynek nowych leków średnio o dwa lata, co może odebrać szansę na terapię wielu chorym ludziom. "Kiedy społeczeństwo zda sobie z tego sprawę, pojawi się presja na środowisko naukowe ze strony takiego grona, jakie protestuje przeciwko ACTA" - powiedział.

Do protestów przeciw ACTA odniosła się też przedstawicielka Centrum Edukacji Obywatelskiej Alicja Pacewicz. "O tym, jak im (młodym ludziom - PAP) zależy na tym, żeby móc korzystać z otwartych zasobów, można się było przekonać w ciągu ostatnich dni. (...) Cieszę się jako osoba, która ceni każdy przejaw obywatelskiej mobilizacji w słusznej sprawie. A myślę, że sprawa jest słuszna. To znaczy, oni naprawdę walczą o wolność, choć nie zawsze rozumieją ją dokładnie tak, jak autorzy różnych publikacji czy wykładowcy by chcieli" - powiedziała.

Jak przyznała Pacewicz obecne badania wskazują, że młodzież używa internetu przede wszystkim do rozrywki, a nie do edukacji. To się jednak zmienia. "Już w tej chwili z niektórych badań wynika, że ponad 70 proc. informacji, z których uczniowie korzystają w swoim procesie edukacji, pochodzi z internetu, a nie z lekcji" - powiedziała.

Dlatego, jak podkreśliła, kluczowe jest zapewnienie uczniom dostępu do rzetelnej wiedzy właśnie przez internet. Mogą to, jej zdaniem, robić zarówno organizacje pozarządowe, takie jak fundacja prowadząca encyklopedię Wikipedia, jak i państwo, które powinno dbać o odpowiednią publikację materiałów edukacyjnych, wytworzonych za pieniądze z budżetu.

Również za otwartą publikacją badań naukowych, które zostały uzyskane za państwowe pieniądze opowiadają się twórcy niedawnego raportu o otwartej nauce, przygotowanego przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Jak powiedziała przedstawicielka tej instytucji Dominika Czerniawska najlepiej byłoby, gdyby na uczelniach działały internetowe repozytoria, gdzie udostępniane byłyby publikacje uczonych zatrudnionych na danej uczelni oraz doktoraty tam obronione. Autorzy raportu proponują, aby od sprawności funkcjonowania takiego repozytorium zależała wysokość dotacji państwowej dla uczelni. Według nich należałoby również nałożyć obowiązek publikowania w repozytoriach lub w otwartych internetowych czasopismach na autorów badań wykonanych za pieniądze pochodzące z Narodowego Centrum Nauki oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.


Źródło: PAP, Nauka w Polsce, Urszula Rybicka

nasi partnerzy: